Najnowsze komentarze
 
2011-06-22 14:25
firmy windykacyjne do wpisu:
Al Capone i dylemat wyborcy
Zgadza się i trzeba zmienić nasze podejście do nich.
 
2011-06-05 15:55
kredyty samochodowe do wpisu:
Tusk był lepszy w debacie - i co z tego?
Debata a czyny - często dwie różne kwestie, powiedzieć można wszystko.
 
2011-06-05 12:51
kredyt-windykacja do wpisu:
Al Capone i dylemat wyborcy
Tak jest, ma nas za nic.


O mnie
 


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 




Archiwum Bloga
 
Rok 2007

via

Talio

2007-10-13 00:30
 Oceń wpis
   

Pan Janusz Korwin-Mikke powiedział jakiś czas temu (ubierając swoją wypowiedź w nieco odmienne słowa), że nawet Al Capone był łagodniejszy niż dzisiejsze państwo. Chodziło o to, że zebrawszy swój relatywnie niewielki haracz, rzeczywiście starał się on ochronić sklepikarzy przed innymi bandytami - konkurencją - czego obecna władza nie czyni i czynić nie musi, jako że na swoje czynności posiada monopol.

Pomijając pewne nieścisłości zawarte w tym spostrzeżeniu, przejdę od razu do wskazania (za Szkołą Austriacką), że władców dzielić możemy pod względem wiary - na tych, którzy wierzą, że czynią dobro i tych, którzy w to nie wierzą. Wszyscy oni wyrządzają ludziom krzywdę niezależnie od podejmowanych przez siebie działań (jeśli nie ich celem nie jest minimalizacja własnego zniewolenia) - ale część z nich uważa, że ich działania są dobre i służą dobru, choć wymagają aktywnego zniewalania ludzi.

No, dobra, i co z tego?

Sęk w tym, że w dzisiejszej debacie starli się przedstawiciele dwóch gangów. Z jednej strony człowiek, który - najwyraźniej, choć pewności nie ma - wierzy święcie w dobro wypływające z silnej władzy państwowej i konieczności jej istnienia, a z drugiej spryciarza, który dobrze wie - co wydaje się bezsporne - że nie o dobro, lecz o konfitury toczy się "gra". Jeden jest człowiekiem wiary, drugi jest cynikiem, który świadom jest swojej zbrodniczej działalności.

Pierwszy stara się walczyć z przejawami zbrodni, ślepo uderzając w korpus, którym oddycha. Stara się przymusem zwalczyć pewne objawy korupcji, której jedynym pożywieniem jest przymus właśnie - bo władza daje prawo do omijania rozwiązań lepszych i zastępowania ich gorszymi, których nikt nigdy by normalnie nie wybrał. Co nadzwyczaj interesujące, ten nasz Don Kiszot zarazem jest na tyle szczwany, by posługiwać się wrogami, gdy brakuje mu innych środków ich destrukcji. Zgodnie z zasadami Sun Tzu trzymał wroga jak najbliżej siebie, obserwując go i nie pozwalając na wyskoki jak długo i na ile się dało. Był jednocześnie pragmatyczny i wierny swoim zasadom, wiedząc, że bez wroga zawiedzie w swojej z nim walce. Cel uświęcał środki, gdyż zwycięstwo w świętej wojnie było najważniejsze. Lider pierwszego gangu mota się w gangsterstwo, aby przewalczyć gangsterską chorobę i wierzy we wszystkie chorobotwórcze instrumenty państwowości.

Drugi gangster to sprytny motacz, wyraźnie bez ksztyny honoru i nawet bez zwykłego dobrego wychowania. Deklaruje się jako zwolennik walki z państwem, ale uczyni wszystko, aby zakres zdobytej władzy poszerzyć. Nie chce likwidacji narzędzi, które Don Kiszot mu prawdopodobnie pozostawi w spadku, nie chce zmniejszania podatków, likwidacji CBA. Ten lisek już czuje w swoim pysku protezę ostrych kłów, które stworzył i których używał jego poprzednik in spe. Czuje ten potencjał i wie, że nie może go wypuścić z rąk. Ten ganster wie, kim jest i jest świadom, że jego słowa to tylko zaklęcia, którymi pęta się zwierzynę. Jest tylko maszyną do zdobywania tortu - bez przekonań, bez wiary, bez tych wszystkich skomplikowanych przejawów świadomego życia.

Mój dylemat polega na tym, że ten pierwszy jest zwolennikiem wojny gangów, wojny wyniszczającej dla obu stron. Jest to dla mnie jego największa i jedna z niewielu zalet. Ten człowiek pragnie zniszczyć konsekwencje istnienia państwa, czyli rojowiska gangów - ale nie jest i nie będzie w stanie, bo jedyną metodą zdaje się dla niego być wzmocnienie uzbrojenia własnego gangu. Podatnikowi pozostaje czekać, aż jego władza osłabnie, jego świadomość zawiedzie. Wtedy dobre intencje zaczną przynosić szkody niezamierzone (zamierzone są tylko "kosztem" walki). Lecz do tego czasu gangi zajęte są obroną własnych stanowisk.

Co ważne, Don Kichot posługuje się bronią dla świadomego gangstera ostateczną. Niszczy bowiem opozycję ujawniając prawdę o jej gangsterskiej działalności! Wśród świadomych gangsterów jest to ostateczność - niszczy bowiem osłonę kłamstw, przykrywającą ich proceder. Jest to dla każdego gangstera zachowanie samobójcze - i, co ciekawe, mogliśmy się o tym przekonać podczas dzisiejszej debaty, choćby wtedy, gdy sam Don Kichot borykał się z zarzutami o współpracę ze skompromitowanymi przez siebie partiami. Jego przeciwnik nie miał skrupułów, aby uciec się do gangsterskiego chamstwa, kłamstw i mało wyrafinowanych chwytów erystycznych, a nasz nieświadomy gangster próbował zachowywać się z godnością - dając dowód konsekwencji wyznawanej wiary i brak konsekwencji w gangsterskiej "grze" (nota bene, czy zna ktoś jakąś inną "grę", w której realnie i bez skrupułów zabija i okrada się setki milionów ludzi?).

Przeciwnik, świadomy gangster, jest cwaniakiem. Przegrywa w sondażach, bo wyborcy dysponują niecodziennie poszerzoną wiedzą o machinacjach władzy, ale wie dobrze jak żyć w świecie gangów. Zna chwyty, wie, jak wykorzystać dominację polityków nad oszukanymi krajanami. Jeśli wygra, władza przestanie być tak widoczna. Media się uspokoją, przyciszą. Gangi, wycieńczone bratobójczą wojną, wreszcie będą mogły się zjednoczyć i podjąć próbę rozerwania Don Kichota na strzępy. Nastanie Wielka Koalicja.

Mój dylemat polega na tym, że wiem, że wszystkie gangi w gruncie rzeczy mają na celu jedynie umocnienie swojej pozycji. Władza gangsterów wierzących w swoją wiekopomną misję skończy się, gdy młodzi zestarzeją się i zaczną dbać o swoje rodziny. Kilka razy wystawieni na próbę, wreszcie ulegną pokusie władzy. Pokorni zostaną ukarani, a dumni będą się pysznić. Władza gangsterów niewierzących będzie zmierzać do optimum dyktatu status quo. Stworzą swoją wielką Unię Europejską, Unię Światową, w drodze ku jednemu globalnemu społeczeństwu otwartemu na niewolę. Kusi mnie, aby dołożyć tym ostatnim, głosując na tych pierwszych. Dać oddech ludziom, dać im czas na znienawidzenie wszelkiej niewoli, wszelkiego dyktatu. Ale wiem też, że wielu zacznie wierzyć prawdziwie, da się oszukać kolejnej pięknej idei.

Wolność musi wygrać, bo jest lepsza. Jest skuteczniejsza ekonomicznie i bardziej moralna niż przymus. Ale nie nadejdzie sama z siebie. Muszą być ludzie zdolni dostrzec jej sens, znać jej zalety i koszty. Muszą być lepsi, bystrzejsi, odważniejsi. Muszą wierzyć i chcieć, muszą działać. Nie mogą być słabi, nie stać ich na wątpliwy luksus niewiedzy i braku odpowiedzialności za swoje. Nie rodząc się mądrymi, muszą zmądrzeć. Aby nie wybierać mniejszego zła, lecz wybierać dobro, które nie kończy się spłonięciem na stosie.

Tagi: kaczyński, polityka, debata, tusk, rozmyślania


2007-10-12 23:24
 Oceń wpis
   
Wybieramy bardziej wygadanego? Comme il faut? (hmm. ciekawe, jak by ten wykształciuch to przetłumaczył...? jako "jak tak można, nieważne", zapewne).

Dobrze, obsesyjnie nie cierpię LiD. Ale nie bez powodów. Byli postkomuniści weszli w sojusz z byłymi antykomunistami. Razem kreują się na obrońców demokracji. Każdemu, kto pamięta i mysli sojusz taki widzi się.. (tu by trzeba było użyć mało parlamentarnego słowa).

Ciekawe w tej całej "było-uniowolnościowsko-byłopezetpeerowsko-idiotycznej" koalicji jest jedno. Dawna UW, dawniejsza jeszcze UD praktycznie nie pokazuje się w kampanii.

Kampania opiera się wyłącznie na politykach SLD.

Frasyniuk et consortes liczą na wjazd do Sejmu z czystymi łapkami?
Tagi: LiD, frasyniuk, ud, uw, unia demokratyczna, unia wolności, władysław frasyniuk


2007-10-12 22:30
 Oceń wpis
   
Nie mieliście wrażenia, że o rolników nikt nie zadbał?


2007-10-12 21:19
 Oceń wpis
   
P. Andrzej Gwiazda powiedział, że działanie Tuska jest "politycznym bandytyzmem".

W studiu zabrzmiał głupi śmiech. Miał zagłuszyć wypowiedz.
Potem gadał pan profesor z sensem gadał, więc go zagłuszono. A później przerwano, bo powinien wypowiedzieć się teraz............
no, zgadujcie, kto?
kandydat LiD, Bogdan Lis!
BREDZI I NIE MóWI NIC. Ale robi to przez 5 minut.
Tagi: kaczyński, debata, jarosław kaczyński, tusk, donald tusk


2007-10-12 20:42
 Oceń wpis
   
Wchodzi w debatę kandydatów.


2007-10-12 20:16
 Oceń wpis
   
Tragedia...?


2007-10-12 12:07
 Oceń wpis
   
Głosowanie jest obowiązkiem jedynie wobec nas samych. Więc zobowiązuje nas tylko o tyle, o ile widzimy w tym "akcie", jak to się podniośle nazywa, jakąkolwiek korzyść.

Jeśli nie mam na kogo głosować, marną korzyść odniosę z pójścia na wybory li tylko dla podniesienia frekwencji. Owszem, może zmniejszę tym samym odrobinę liczbę przemówień Geremka o "społeczeństwie, które nie dorosło", ale w końcu i ten show da się przeżyć.

Czym płacę, idąc na wybory, pytają. Żal mi tego kwadransa? Nie, całe godziny zdarzało mi się spędzać głupiej. Ale przynajmniej bez sprzeniewierzania się własnym zasadom.

A wybory tego ode mnie, niestety, wymagają. Nie mogę zagłosować zgodnie ze swoimi przekonaniami, nie mogę wybrać kogoś, kto zmieni cokolwiek w moim życiu.

Jedynym, co mogę zrobić jest "zamanifestowanie odrazy" - czyli wrzucenie pustej kartki. Może i egotyzm jest moją cechą dominującą, jednak przejawia się w innych formach.
A zwalczanie systemu poprzez jego legitymizowanie jest - jak dla mnie - oparte na dość chwiejnych logicznie przesłankach.

Dlatego - o ile nie znajdę kandydata, na którego będzie można oddać głos z przekonaniem w dopuszczalnych dla mnie granicach ufności (czyli poza zaletami osobistymi, poglądami, które mi odpowiadają, musi też startować z komitetu, który będzie dla mnie co najmniej znośny) - na wybory nie pójdę.

I wstydzić się tego nie zamierzam.